środa, 29 kwietnia 2009

KREATIV BLOGGER



Zostałam nominowana przez:
www.miłosc-po-zmroku.blog.onet.pl
*Dzięki :))

Nominuję blogi które chętnie czytam i uważam że są super :))
1. www.forks-bella-swan.blog.onet.pl
2. http://zmierzch-opowiadanie.blog.onet.pl
3. http://ksiezyc-w-nowiu-moja-historia.blog.onet.pl
4. http://wampir-and-girl.blog.onet.pl

niedziela, 26 kwietnia 2009

(13) Wyznania

I jest nowy rozdział. Bardzo przepraszam że nie dodałam go w terminie, ale naprawdę nie miałam czasu!! Nie wiem kiedy pojawi się nowa notka a nie chcę znowu nie dotrzymać terminu. Miłego czytania :))

..............................................................................

To było naprawdę dziwne. Dzisiejszej nocy dowiedziałam się że mój medalion to nie jest jakaś zwykła pamiątka rodzinna. W nim zamknięta jest twarz mojego jedynego. Do tej pory byłam przekonana że medalion po prostu nie jest otwierany, a tymczasem dowiaduję się że otworzy się dopiero jak ten jedyny powie mi że mnie kocha. Dzisiaj od rana wszyscy zachowywali się dziwnie. Nikt prawie wcale się nie odzywał, ani w domu ani w szkole. Kiedy tak siedzieliśmy na stołówce Alice zesztywniała i zaczęła patrzeć się w ścianę pustymi oczami. Zdarzało jej się to dość często i już dawno przestałam zwracać na to uwagę. W domu poszłam zrobić sobie obiad. wracając do salonu zastałam całą rodzinę zebraną jak na jakąś naradę.
- Anne, mieszkając z nami musisz coś wiedzieć. – głos zabrał Carlise.- Otóż my nie jesteśmy tymi za których nas uważasz. – O co mu chodzi?
- Nie jesteśmy ludzmi. – Wniosek Edwarda zbił mnie z tropu. Jak to nie są ludźmi?
- Jesteśmy wampirami. – Carlise. Wampirami? Zaraz, tymi takimi z komiksów?! Przecież one nie istnieją! No, ale ja chyba też powinnam ich uświadomić że nie jestem normalna. W końcu oni wyznali mi prawdę, a ten głos nie mówił mi nic o tym że nie mogę im tego powiedzieć. Są moją rodziną.
- Ja też muszę wam coś powiedzieć. Ja … ja jestem … ja też nie jestem człowiekiem.


(z punktu widzenia Edwarda)

Jak to nie jest człowiekiem?! Przecież nie jest wampirem, zauważylibyśmy to, wilkołakiem też nie, ich to wyczulibyśmy na kilometr. Więc kim?
- Ja nie wiem kim jestem, wiem tylko że nie człowiekiem.
- Skąd taki wniosek? – Myśli Carlisa wyrażały taką samą ciekawość co słowa.
- Otóż z tego co mi wiadomo, ludzie nie potrafią zrobić wszystkiego co chcą.
- A ty potrafisz? – Włączyłem się do dyskusji.
- Tak właściwie to tak. Nie mogę tylko dwóch rzeczy.
- Jakich?
- Nie mogę pozbyć się swoich zdolności i … i nie mogę nikogo w sobie rozkochać na siłę. – Nadal nie do końca ją rozumiałem.
- Zaprezentujesz nam swoje umiejętności? – Emmet był nader podekscytowany.
- Oczywiście, powiedzcie co chcecie zobaczyć.- Czyli zrobi wszystko?
- Cokolwiek, byle by fajnego.- Emmet. Jej oczy przerodziły się w pustkę a medalion na jej szyi podniósł się do góry iskrząc. Wokół niej pojawiły się pasma mgły i po chwili stała przed nami w kremowej sukni (wycinanej) z jakąś dziwną kulą tego samego koloru przed nią. W pokoju po chwili pojawiły się cztery inne kule. Jedna była z wody druga z ziemi trzecia z ognia a czwarta z powietrza.
- Teraz pokazuję wam władzę nad żywiołami. – To niesamowite! – Carlise był nią zafascynowany.
- Według takiego głosu jestem najpotężniejsza, najładniejsza i najzdolniejsza na świecie. – Szczerze się zgadzam. Ale zaraz jakiego głosu?
- Jakiego głosu?
- Tylko się nie śmiać! Zanim to wszystko się zaczęło nawiedzał mnie taki głos. To on mi wszystko wyjaśnił i powiedział. – To doprawdy interesujące. Może wszystko i jest niesamowita!
- Niestety mam też wadę. Jestem podatna na zranienia nawet bardziej niż przeciętni ludzie. Dlatego mam tę kulę i strój. Mają pomagać mi wykorzystywać moje zdolności do obrony. – Jeszcze bardziej krucha niż człowiek. A poza tym jest idealna więc będzie chciała idealnego..
- Jest więcej takich jak ty? – Carlise.
- Jestem jedyna w swoim rodzaju i niepowtarzalna. Wiem że to głupie, ale podobno także najważniejsza…
- Nie ma w tym nic głupiego Anne. To wręcz oczywiste. Jesteś jedyna w swoim rodzaju i możesz wszystko. Panujesz nad wszystkim. – Z powrotem stała przed nami ubrana normalnie.
- Czyli mogę z wami zostać? – O co jej chodzi?
- Oczywiści że tak skarbie. – Eseme uściskała ją.

(z punktu widzenia Anne)

Tak bardzo cieszyłam się że jednak mogę z nimi zostać i już nic nie muszę ukrywać. Poza jednym, Edward i cała reszta nie wiedziała o uczuciu jakim go darzę.
- Opowiecie mi teraz coś o sobie? Wy wiecie już o mnie wszystko o czym ja sama wiem, a ja o was tylko tyle kim jesteście.
- Jesteśmy nieśmiertelni i nie starzejemy się…
- To tak jak ja – Dodałam po cichu.
- Najwyraźniej. Niektóre wampiry mają także swój „dar”, jednak tylko niektóre, i tylko jeden.
- A wy posiadacie jakieś zdolności? – Byłam tego naprawdę ciekawa.
- Alice widzi przyszłość, Jasper kontroluje emocje a Edward czyta w myślach. – Zaraz on czyta w myślach?! Czyli że o wszystkim wie?
- Potrafię czytać w myślach każdemu, poza tobą, teraz już wiem dlaczego. Po prostu jesteś wyjątkowa. – Ta odpowiedź sprawiła że momentalnie mi ulżyło. Spróbowałam także zjrzeć w myśli, i udało się. Carlise : To niesamowite, coż …” postanowiłam nie wczytywać się dalej w myśli, to było jak łamanie prywatności.
- To też potrafię. – odpowiedziałam.
- Czyli, jeżeli cokolwiek przyjdzie ci do głowy i będziesz tego chciała, zrobisz to. –Alice. Rozmawialiśmy tak jeszcze z dobrą godzinę, a później postanowiłam się przejść.
- Pójdę się przewietrzyć. – Już miałam wychodzić, kiedy odezwał się słodki baryton.
- Mogę pójść z tobą?

( z punktu widzenia Edwarda)

- Jasne. – Odpowiedziała krótko. Nie wiem czemu, ale czułem mocną potrzebę wyjawienia jej tego co czuję. Wyszliśmy przed Dom i skierowaliśmy się w kierunku lasu. Po raz pierwszy moją u wagę przykuł wisiorek na jej szyi.
- Co on symbolizuje? – Był w kształcie serca z diamentem na środku.
- Wewnątrz znajduje się twarz mojej jedynej miłości. – No tak. Ten o którym mówiła kiedy ostatnio wybraliśmy się na spacer.
- Mogę zobaczyć? – Bardzo ciekawiło mnie kto jest przeznaczony tej idealnej. Mojej miłości.
- Otworzy się i ukaże mi jego dopiero kiedy ten właściwy wyzna mi miłość. – Więc na sama nie wie. Ale ja i ta powinienem jej to powiedzieć…
- Jednak ja i bez tego medalika wiem kogo kocham. – Dodała. Muszę jej to powiedzieć.
- Anne, -zacząłem – ja.. ja muszę ci coś powiedzieć.
- Proszę, słucham. – powiedziała uśmiechając się zachęcająco.
- Ja, ja wiem że … to nieodpowiedzialne ale.. ale to jest silniejsze. Zrozumiem jeżeli mnie odrzucisz, ale ja… ja cię kocham. Kocham jak wariat, i nie potrafię przestać o tobie myśleć.

( z punktu widzenia Anne)

Czy ja śnię? To musi mi się śnić!! Edward właśnie powiedział mi że mnie kocha?! Staliśmy teraz naprzeciw siebie w odległości dziesięciu centymetrów.
- Nawet nie wiesz jak bardzo… - odpowiedział.
- Ja też cię kocham. Jak nikogo innego. Po raz pierwszy czuję coś takiego. – mówiąc to patrzyłam mu w oczy, i dotknęłam delikatnie jego serca. Wtedy stało się coś czego się nie spodziewałam. Mój medalion uniósł się ku górze i otworzył a wewnątrz była twarz… Edwarda!
- Odkąd cię spotkałem nie mogłem przestać o tobie myśleć, za każdym razem gdy się zbliżałaś ja chciałem być jeszcze bliżej i bliżej. W ciągu mojego stuletniego życia nigdy się tak nie czułem. To było jakby ktoś ożywił moje martwe od dziewięćdziesięciu lat serce napełnił życiem. Nie, nie ktoś to byłaś ty. Stałaś się dla mnie wszystkim, jesteś teraz wszystkim co mam. Tak bardzo cię kocham. – On mnie KOCHA! Nie mokłam się temu nadziwić, wpatrywałam się w niego i Nawet nie zauważyłam jak odległość pomiędzy nami zmieniła się tak bardzo, że teraz nasze twarze dzieliły minimetry.
- „Ten jedyny, przeznaczony tobie tak jak ty jemu, na wieczność” – zacytowałam głos z mojej głowy.
- Na wieczność. – odpowiedział.- Czy mogę coś zrobić? Tylko się nie ruszaj. –Zbliżył swoją twarz do mojej i delikatnie musną moje wargi swoimi. Dotknęłam jego twarzy dłońmi, poczym założyłam mu ręce na szyję. Objął mnie w tali i przyciągną do siebie. Całował mnie tak przez chwilę po czym oderwał się i powiedział.
- Wybacz, ale muszę być ostrożny. Nie mogę sobie pozwolić na to aby w twoim pobliżu stracić nad sobą kontrolę. – wziął mnie za rękę i wróciliśmy do domu.
.........................................................................
I jak się podobało? Czekam na opinię w komentarzach :))

piątek, 24 kwietnia 2009

(12) Urodziny

Nowy rozdzial
...............................................................
(z punktu widzenia Anne)

Unosiłam się w nicości, jedyne co pamiętałam to słabość rozmazujące się obrazy a później już tylko ciemność. Nie słyszałam żadnych głosów i nie rozpoznawałam gdzie się znajduję. Czułam jedynie zmęczenie które z czasem stawało się coraz słabsze.

(z punktu widzenia Edwarda)

Leżała tak w bezruch przez jakieś piętnaście minut po czym zaczęła delikatnie poruszać palcami.
- Anne, słyszysz mnie? – zapytałem z czułością mieszaną z przerażeniem.
- C.. co się stało? Gdzie ja jestem? – Słysząc jej głos rozluźniłem się odrobinę.
- Zemdlałaś, jesteś w swoim pokoju, już wszystko jest w porządku. – Cieszyłem się mogąc to w końcu powiedzieć.
- Która godzina? Jeszcze spóźnię się do szkoły… - Spanikowałem.
- Nie możesz iść dzisiaj do szkoły, to chyba nie najlepszy pomysł.
- Kiedy nic mi nie jest, naprawdę czuję się już dobrze. Która godzina? – Odpuściłem.
- Jest przed siódmą, masz jeszcze dużo czasu. Możesz jeszcze odpocząć.
- Naprawdę już nic mi nie jest. – Powiedziawszy to wstała i podniosła się z łóżka. Postanowiłem jej nie przeszkadzać. Wyszedłem z pokoju i udałem się do siebie. Reszta miała wrócić dziś po południu, więc jak Carlise wróci to ją zbada.

(z punktu widzenia Anne)

Byłam już ubrana więc postanowiłam posłuchać trochę muzyki, albo nie, pośpiewam. Czułam się naprawdę świetnie. To przez to ‘że użyłam swoich mocy’ straciłam wtedy przytomność. Ale teraz czułam się normalnie. Zeszłam do salonu i usiadłam przed fortepianem. Zaczęłam moją piosenkę. Komponowałam ją na bieżąco, zapamiętując od razu jej nuty. To musi być jedna z moich zdolności, no w końcu mogę wszystko ( dobra z jednym wyjątkiem ale nawet gdybym to umiała to i tak nie wykorzystałabym tego na nikim. Wolę jak ktoś mnie kocha z własnej woli). Zaśpiewałam do tego targające mną uczucia. Śpiewałam o miłości i o byciu wyjątkowym i najważniejszym. Czyli tak jakby o sobie. Z góry zszedł Edward i już standardowo przysiadł się do mnie i słuchał jak gram delikatnie muskając palcami moje włosy. Starałam się nie zwracać na niego uwagi, ale to było niemal niemożliwe.
- Jesteś niesamowita… - nie to nie był głos z mojej głowy, on znikł już tam na polanie.
To był Edward.
- Dlaczego tak uważasz? – Czyżby wiedział co się stało dziś rano?
- Jesteś piękna, utalentowana, mądra, wysportowana i taka jakaś… jakby jedyna w swoim rodzaju..- A jednak! Chyba o wszystkim wie! – tylko nie wiem dlaczego. –Fałszywy alarm. On o niczym nie wie. Ale rzeczywiście. Jak dotąd byłam chyba ślepa. Jak mogłam nie zauważyć że się wyróżniam! Ci wszyscy chłopcy.. Te najlepsze wyniki w sporcie i nauce.. Rzeczywiście we wszystkim byłam najlepsza! Potrafię wszystko i na dodatek robię to najlepiej!
- Musimy już się zbierać, zaczekam na ciebie w garażu. – I wyszedł. Ja od razu skierowałam się po bezrękawnik, miałam dzisiaj jakiś dobry chumor a po tym jak wyjrzałam przez okno on jakby udzielał się reszcie świata. Za oknem owszem było pochmurno ( jak na Forks przystało) ale nie padał deszcz co w tym rejonie było wręcz świętem. Zeszłam do garażu. Edward otworzył mi drzwiczki do swojego auta w zapraszającym geście. Weszłam i bez słowa dojechaliśmy na miejsce. Jak tylko wysiadłam z auta dorwała mnie Jessica.
- Hej An, wyglądasz dzisiaj olśniewająco, czy ma na to wpływ dzisiejsza data? – Czyżby każdy w tej szkole wiedział o mnie aż tak dużo?
- Być może. – odpowiedziałam wymijająco z promiennym uśmiechem na twarzy. W sumie się cieszyłam, miałam bowiem skończyć siedemnaście lat, ale od teraz już zawsze będę taka sama. Miałam dziś świetny humor. Poznałam swoje umiejętności i teraz wiem jak wyjątkowa jestem. Powinnam zacząć z tego korzystać.
- Dziś mamy konkurs na piosenkę..- Słychać było w szkole. Czemu nie zacząć od tego? Skoro mam ładny głos to może się zabawię. Na lekcjach błyszczałam wiedzą chociaż nawet nie zajrzałam do podręczników. Na długiej przerwie udałam się na salę gimnastyczną ( to tam odbywał się ten pokaz) i ustawiłam się w kolejce. Kiedy zaczęłam śpiewać wszystkim szczęki poopadały i wsłuchiwali się jak zahipnotyzowani a zwłaszcza chłopcy. „Szkoda że Edward tak nie reaguje”- pomyślałam. Po lekcjach szłam dna parking kiedy podszedł do mnie Mike.
- Hej, piękna – mógłby już sobie odpuścić, w końcu i tak nie ma u mnie szans (zresztą nikt Ne ma poza Edwardem) – co robisz dziś popołudniu? Wiesz masz dzisiaj urodziny, więc powinnaś gdzieś wyskoczyć pomyślałem że może…- Nie no! Tego już za wiele!
- Mam trochę inne plany Mike, przepraszam śpieszę się. – i poszłam w stronę volvo. Edward uśmiechną się tylko i wszedł do samochodu.
- To nie było śmieszne.
- Mylisz się. Było i to bardzo. – Dobra sytuacja może i była ale mi i tak nie było do śmiechu. Widząc to Edward przestał się śmiać i odpalił silnik. W domu dzięki prędkości jaką osiągał Edward byliśmy po piętnastu minutach.


( z punktu Edwarda)

Otworzyłem jej drzwi i weszliśmy do domu. Tam oczywiście wszyscy już czekali. Przywitali się z nami i złożyli Anne życzenia. A potem Alice…
- Czas na prezenty! – i pociągnęła ją za sobą. Dali jej z tysiąc prezentów. Od Emmeta dostała pełno dziwacznych gadżetów, od Rose błyskotki, od Alice ciuchy ( to było do przewidzenia) a ja dałem jej płyty muzyczne. Potem przyszedł czas na prezent od Carlisa i Eseme. Ci zaszaleli. Ja wiedziałem co chcą jej dać odkąd o tym pomyśleli ale dla niej to było niemałe zaskoczenie.
- To dla mnie?!
- Prezent urodzinowy od nas. – Dali jej w prezencie sportowego cabrioletta. Była zdziwiona ale widać było że się cieszy. Po tym wszystkim poszła spać. A ja razem z całą rodziną spędziliśmy noc na naszych zainteresowaniach.
.......................................................................
Wiem że trochę krótko, ale inaczej się nie dało. Być może jeszcze dzisiaj będzie next.

czwartek, 23 kwietnia 2009

(11) Anioł

Nowy rozdział! Komentujcie.
..........................................................

Po powrocie udałam się do siebie. Miałam świetny humor, gdyż miło spędziłam czas. Przebrałam się w pierwszą lepszą sukienkę z szafy i ułożyłam włosy. Założyłam do tego jakieś szpilki ( skoro i tak wszystkie moje buty były na wysokim obcasie to co za różnica jaki mają krój?). Tak ubrana zeszłam na dół. Zastałam Edwarda na czytaniu jakiejś książki.
- Dobry wieczór Edwardzie. – Kiedy to powiedziałam oderwał się od lektury i zlustrował mnie wzrokiem i odpowiedział.
- Dobry wieczór Anne, wyglądasz olśniewająco pięknie. – tak jasne – Cóż to za okazja że tak się ubrałaś? – Nie do końca wiedziałam o co mu chodziło więc dla upewnienia zerknęłam na to co miałam na sobie. No rzeczywiście , miałam na sobie białą sukienkę z trójkątnym dekoltem ( bardzo dużym) przed kolano na co wczesniej nie zwróciłam uwagi odsłaniającą całe plecy. Do tego białe szpilki na wysokim obcasie.
- Ach to… ubrałam pierwsze lepsze ciuchy.

( z punktu widzenia Edwarda)

W tym stroju wyglądała tak kusząco… jest przepiękna. Wyszła do kuchni i zjadła kolację. Ja w tym czasie próbowałem skupić uwagę na czymkolwiek poza jej dzisiejszym wyglądem. To straszne. Ja mogę na nią jedynie patrzeć i to też nie za bardzo, bo kiedy na nią patrzę to po prostu nie mogę się powstrzymać z dotknięciem jej. Kiedy tak rostrząsałem ten temat mój anioł wróci…ł do salonu. Anne usiadła za fortepianem i popłynęły spokojne dźwięki. Po jakiś dwóch minutach do melodii oddawanej przez instrument dołączył jej cudowny głos. Kiedy tak siedziała w tej sukni i śpiewała wyglądała jak anioł zesłany na ziemię. I to na dodatek po to aby wystawić na próbę moją powściągliwość. Zarówno do jej krwi, jak i umysłu oraz ciała. Nie mogąc się powstrzymać podszedłem do niej i usiadłem u jej boku. Nie przerywając grania spojrzała w moją stronę. Melodia opowiadała o miłości która nigdy nie powinna się zdarzyć. Na podstawie słów jej piosenki postanowiłem wyobrazić sobie tak naszą miłość ( chociaż nie do końca naszą bo przecież ja nie wiem co ona czuje). Przypomniała mi się nasz rozmowa wtedy jak byliśmy w lesie. Powiedziała abym wyznał jej miłość bo inaczej nigdy nie dowiem się co ona czuje ( nie wiedziała że mówi o sobie). Przysunąłem się bliżej. Ona na chwilę przestała grać. Ale tylko na chwilę. Kiedy znów zaczęła grę przejechałem delikatnie opuszkami palców po jej policzku. Przeszedł mnie przy tym przyjemny dreszcz. O mało co nie wyznałbym jej co do niej czuję. Ale postanowiłem że dowie się tego jak już będzie wiedziała że jestem wampirem. Musi być w pełni świadoma niebezpieczeństwa jakim jestem.
Melodia dobiegła końca a Anne siedziała tak jeszcze przez chwilę wpatrując się we mnie jakby próbowała znaleźć w moich oczach wytłumaczenie mojego zachowania po czym wstała i mówiąc jedynie ciche ‘Dobranoc Edwardzie” poszła do siebie.

( z punktu widzenia Anne)

O Boże, jak on to robi?! Nie odpowiesz mi? Podświadomie wcale nie chcesz wiedzieć co on czuje ani co myśli w danej sytuacji. Musisz czegoś chcieć w 100% aby to mieć. Przynajmniej teraz, kiedy twoja moc nie jest jeszcze tak rozwinięta. Ale to już niedługo…
Byłam już zbyt zmęczona by kontynuować tą dyskusję więc poszłam spać.
Następnego ranka wstałam dość wcześnie i poczułam … sama nie wiem co ale było to takie dziwne i inne. Co się ze mną dzieje? takie pytanie naszło mi na myśl To już dziś. Od tego dnia nie będziesz mnie potrzebować. Już wszystko wiesz a w reszcie pomogą ci twoje nowe zdolności. Coś podpowiadało mi ze powinnam udać się do lasu. Zeszłam na dół. Było w pół do piątej nad ranem więc na pójście do szkoły miałam jeszcze dużo czasu. W domu było cicho, ale co się dziwić Edward pewnie jeszcze śpi a reszta prawdopodobnie jeszcze nie wróciła. Zjadłam i zakładając bezrękawnik wyszłam na zewnątrz. Skierowałam się w stronę lasu. Weszłam na poznaną już wcześniej polanę. Wtedy ukazała mi się dziwna wizja. Właściwie różne obrazy migały mi przed oczami. Niektóre rozpoznawałam z przeszłości, ale niektóre były całkiem mi nieznane. Nagle poczułam jak delikatnie unoszę się do góry, ale nie mogłam tego sprawdzić bo moje oczy były cały czas skierowane przede mnie a ja widziałam tylko te obrazy. Poczułam jakby wiatr muskający całe moje ciało i oplatający mnie czymś. Przede mną pojawiła się ta kula z mojego snu i zobaczyłam w niej swoje odbicie ( co dziwne całej mnie a przecież unosiła się nad moimi oczami. Stałam ubrana w to coś i we włosy miałam wplątane jakby złote niteczki. Po chwili poczułam jak delikatnie opadam na ziemię. W głowie wirowało mi jeszcze kilka takich wizji ale były już mniej porozrzucane i bardziej wyraźne. „Od teraz możesz panować nad wszystkim. Jesteś najmądrzejsza, najpiękniejsza, najbardziej utalentowana, najniebezpieczniejsza i najważniejsza na tym świecie. Aby mieć na sobie ten strój i aby pokazała ci się kula musisz ( tak jak zresztą ze wszystkim) tylko tego chcieć. Ten strój sprawia że jesteś rozpoznawalna dla innych istot nadludzkich, ale także w pewien sposób… chroni twoje bezbronne ciało. Kula zaś pomaga ci opanowywać te wszystkie twoje umiejętności. Pachniesz i wyglądasz nadludzko pięknie więc będziesz przyciągała niebezpieczeństwa jak magnes. Jednak nadal nie możesz nikogo w sobie rozkochać”. Głos znikł ale ja nadal stałam w tym stroju z beżową kulą w ‘ręku’. Zastanowiłam się przez chwilę na moim poprzednim ubiorze i po chwili już stałam ubrana w niego. Została jeszcze kula. Pomyślałam koncentrując się przy tym aby zniknęła i tak się też stało. Postanowiłam już wracać do domu.

(punkt widzenia Edwarda)

W nocy wybrałem się na polowanie i właśnie wracam do domu. Wszedłem do mieszkania. Od razu udałem się do pokoju mojej lubej. Jednak Anne nie było w środku. Co ona robi przed szóstą rano poza domem?! Zanim zdążyłem cokolwiek wywnioskować usłyszałem ciche zamykane drzwi. Szybko zbiegłem po schodach. To była ona, a tak się martwiłem że coś mogło się stać, cóż jej zapach nie był zwyczajny.. szybko odgoniłem ponure myśli i zaczcząłem się zastanawiać co w takim razie robiła?
- Przepraszam że cię obudziłam.
- Nie obudziłaś mnie, - po prawdzie nie kłamałem, po pierwsze przecież ja nie sypiam a po drugie byłem na polowaniu ale tego też nie mogła wiedzieć.- wstałem i schodząc na dół zauważyłem otwarte drzwi do twojego pokoju, gdzie ciebie nie zastałem. Gdzie byłaś? – Bardzo mnie to ciekawiło.
-Nie mogłam spać i w ogóle źle się czułam więc poszłam się przejść. - mówiła to słabym głosem jakby coś wyssało z niej całą energię, albo jakby właśnie przebiegła maraton. Nagle zachwiała się i opadła na mnie. Chwyciłem ją i wziąłem na ręce. Zaniosłem ją do pokoju. Byłem przerażony. Co jej się stało? Dlaczego zemdlała? Takie pytania nasuwały mi się na myśl.

wtorek, 21 kwietnia 2009

(10) Basen

Udało się! Nowa notka, szczerze sama nie wiem jak to zrobiłam. Mam półtora godziny na napisanie rozdziału bo później gonię na korepetycje z Angielskiego i siadam do nauki. Przepraszam że rozdział taki krótki ale narazie nie mam czasu na dłuższy. Miłego czytania :)))
.....................................................................


Resztę dnia spędziłam na laptopie, komponując moją nową piosenkę. Pod wieczór zeszłam na dół na kolację. Przechodząc przez salon kątem oka zauważyłam że Edward ogląda telewizję. Bez słowa udałam się do kuchni.
- Ja cię przepraszam… - On mnie przeprasza? A za co?
- Za co mnie przepraszasz?
- Ja…. przeszkodziłem ci wtedy i chyba przestraszyłem. Przepraszam.
- Nie przeszkodziłeś mi i nie przestraszyłeś, no co najwyżej zaskoczyłeś mnie.
- Przepraszam. Nie chciałem. Masz przepiękny głos i ja … nie mogłem się powstrzymać żeby nie podejść.
- Naprawdę nic się nie stało. Nie musisz mnie przepraszać. – Zjadłam kolację i poszłam do siebie. W nocy dręczył mnie ten sam koszmar, tylko teraz był jeszcze wyraźniejszy a ja byłam w jakimś dziwnym stroju. Owszem przypominał tą sukienkę z początku moich koszmarów ale był jakby bardziej ‘skomplikowany’. Suknia była trochę krótsza i bardziej obcisła, miałam do teko na sobie jakieś buty ( były co najmniej odjazdowe!!) i coś dziwnego na głowie. Moje włosy opadały swobodnie po moich ramionach. Nagle przede mną pojawiła się jakby kula wody ognia liści powietrza i wewnątrz niej znajdowała się kremowa kula. ‘Możesz wszystko i panujesz nad wszystkim’. Zanim jednak zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć obudziłam się.
Z dołu słyszałam jakąś rozmowę.
- Więc dołączycie do nas ?
- Jeśli tylko Anne się zgodz to tak – O co chodzi? Kiedy tylko zadałam sobie to pytanie w mojej głowie jakby ukazała się odpowiedź. ‘ Dzwoni Jessica, pyta się czy pojedziesz wraz z nią i Mikeyem, Trickiem i Angelą na basen. Pytała się czy pojedziesz z Edwardem.” Co to było? Ja chyba wariuję. No ale raczej sama nie domyśliłabym się że chodzi o wyjazd na basen. Ba! J nawet nie wpadłabym na to że ta rozmowa odbywa się przez telefon! Ale zaraz, skoro Edward rozmawiał przez telefon to jakim cudem słyszałam dwa głosy? Jakby rozmawiał podwyższonym głosem wraz z Jessicą w salonie na dole. Chcę wiedzieć co się ze mną dzieje!! ‘ Możesz wszystko jeśli tylko chcesz’. Jeśli tylko chcę? Boże to mnie przeraża!
‘ Możesz wszystko, prócz dwóch żeczy, nie możesz na siłę rozkochać kogoś w sobie i nie możesz pozbyć się swoich umiejętności. – Dobra ja chyba naprawdę wariuję. Co się ze mną dzieje? Prowadzę konwersację z własną głową? Możesz wszystko co chcesz, chciałaś wiedzieć o czym rozmawia Edward więc się dowiedziałaś, chciałaś wiedzieć co się z tobą dzieje. Odkrywasz swoje umiejętności jednak dopiero w siedemnaste urodziny twoje umiejętności pokażą ci się w pełni. Mogę tyko dostawać odpowiedzi na moje pytania? Możesz wszystko, panować nad żywiołami, widzieć przyszłość i przeszłość, po prostu wszystko co ci przyjdzie do głowy. Kim ja jestem? Jesteś wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju, wszystko jest do twojej dyspozycji, a już jutro otrzymasz coś co będzie ci pomagało, gdyż jesteś podatna na zranienia. Ale wiecznie siedemnastoletnia. To było co najmniej dziwne. Ale wracając do teraźniejszości, chyba czas już wstawać i odpowiedzieć Edwardowi. W sumie ten basen to niezły pomysł tym bardziej że Edward ma zamiar się wybrać. Ubrałam się więc i zeszłam na dół.
- Dzień dobry Edwardzie. – postanowiłam nie mówić mu o mojej dziwnej konwersacji z własną głową, bo po co? Jeszcze pomyślałby że jestem wariatką!
- Witaj Anne. – Mógłby przestać używać tego słodkiego głosu i nie robić mi większych nadziei.
- Dzwoniła Jessica, pytała się czy pójdziemy z nią na basen. Prosiła żeby oddzwonić.
- Jessica.. – Próbowałam udawać zdziwienie. Aktorstwo zawsze szło mi znakomicie.
- Tak, mam jej odpowiedzieć że nie masz ochoty jechać?
- Nie, z chęcią się wybiorę.- kiedy to powiedziałam udał się do telefonu. Ja zaś postanowiłam zjeść śniadanie. No w końcu muszę najeść się przed wyjazdem. Zjadłam i poszłam do salonu.
- Na którą mamy się zjawić i gdzie?
- Bądź gotowa za powiedzmy piętnaście minut.
- okej. – Poszłam do swojego pokoju i spakowałam strój kąpielowy.

(z punktu widzenia Edwarda)


Udałem się do siebie. Wziąłem kąpielówki do torby i wróciłem do salonu. Jest dziewczyną więc chyba powinienem wziąć poprawkę na te piętnaście minut. Jakże się myliłem! Po chwili była już gotowa na dole.
- Możemy już jechać. – Jej głos brzmi tak melodyjnie! Chyba nigdy się nie przyzwyczaję.
- Tak jasne. – I wyjechaliśmy. Przed sklepem Netwoonów dołączyli do nas znajomi Anne.
Basen był na obrzeżach Forks, ale z racji że to małe miasto byliśmy tam po upływie piętnastu minut. Anne wraz z koleżankami udała się do damskiej szatni. Przez całą drogę tutaj musiałem ( pomimo dzielących nas samochodów) wysłuchiwać myśli Mika typu ‘ Ona jest cudowna ‘. chociaż podzielałem jego zdanie. Przebrany wszedłem na basen. To co zobaczyłem powaliło mnie na kolana. Wszystko się we mnie gotowało, wyglądała jak anioł!!!
Mike też nie umiał się powstrzymać „o mój boże co za ciało!!!.... i te nogi, o reszcie już nie wspomnę… och……..” Myślałem że go uduszę.
- To co, wchodzimy do wody?- zapytał znany mi melodyjny głosik.
- Jasne. –tutaj nawet ja miałem kłopoty z zapanowaniem nad głosem. Wszedłem do wody, zaraz za mną Mike Eric i Angela z Jessicą. Anne przez chwilę pozostawała na brzegu po czym zgrabnym ruchem wskoczyła do wody. Zanurzyłem się zaraz za nią i nasze oczy się spotkały. Pospiesznie odwróciła wzrok a ja przez kilka sekund dochodziłem do siebie. Dopiero po chwili przypomniałem sobie że przeciez muszę się wynurzyć żeby zgrywać pozory. Szybko wynurzyłem się na powierzchnię. Ona zrobiła to chwilę po mnie. Wytrzymała tak długo?
- Łał, masz talent do nurkowania.- To ten cały Mike. Jego myśli były przytłaczające.
- Na pewno nie większy niż Edward. – „Ughh.. ten Edward mogła by w ogóle o nim nie wspominać”- Nie był bym taki pewny, wytrzymałaś pod wodą dłużej od niego. – Miał rację.
- To prawda. – dodałem. Nie odpowiedziała tylko przepłynęła obok mnie, przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Pływała świetnie, jednak po tym jak zapewne przypadkiem dotknęła mnie przepływając za każdym razem gdy się zbliżała pragnąłem jej dotknąć. Pływaliśmy tak z godzinę a później pojechaliśmy do domu. Tanner od razu poszła do siebie. Musiała być zmęczona, ale nie dziwię się jej. To był długi i męczący dzień.
..............................................................
Muszę już lecieć. Co do następnej notki to nie jestem pewna, jak widzicie mówiłam że dodam ją w piątek a jednak udało mi się dzisiaj. Jeżeli znajdę jeszcze czas to dodam następną jutro albo pojutrze. Proszę o komentarze, chciałabym wiedzieć jak podoba wam się rozdział i całe opowiadanie :)
PS. Nie mogę was poinformować o notce naprawdę się pieszę. Sorry :(((

sobota, 18 kwietnia 2009

(9) Wizje

Nowy rozdział. Wiem że trochę spóźniony ale mam teraz straszne dużo nauki. Nie było mnie w szkole prawie miesiąc i teraz muszę to nadrobić, a na dodatek w ciągu najbliższych dwóch tygodni czekają mnie dwa sprawdziany ( nie wspomnę już o tych zaległych) i trzy konkursy! Mam strasznie dużo nauki i dlatego nie jestem pewna kiedy pojawi się nowa notka. Jeśli nie jutro to aż za tydzień.
..........................................................


Stalam w lesie ubrana w jakąś delikatna sukienkę, nie wiem jak się tam znalazłam Ani dlaczego, ale coś kazało mi wejść jeszcze głębiej. Znalazłam się na jakiejś słonecznej polanie i usłyszałam Znów ten sam głos tylko tym razem wyraźniejszy i donośniejszy:
- Jesteś wyjątkowa, dowiesz się tego wkrótce …
- Nie rozumiem cię. – odpowiedziałam ale usłyszałam tylko
- Wkrótce …- A później zniknęła polana i nastała ciemność…
- Obudziłam się . Minęły już dwa miesiące od mojego przyjazdu do Forks. Za dwa dni są moje urodziny. Od tygodnia męczą mnie podobne sny, ale z dnia na dzień są coraz wyraźniejsze i realistyczne. Nie do końca rozumiem o co w nich chodzi, ale za każdym razem jakby zbliżam się do tego głosu który chce mi coś przekazać, i za każdym razem zapada ciemność a później się budzę. Dziś jest sobota więc jak co tydzień cała rodzina ( cała oprócz jednej osoby, najczęściej Alice albo Rose, która zostaje ze mną. Czemu ze mną? Bo ja nie jeżdżę z nimi, Carlise zawsze wymyśla jakąś wymówkę, po paru wypadach zdecydowałam nie pytać dlaczego nie mogę jechać z nimi.) Ciekawe co będę dzisiaj robić… chociaż nie, wolę nie wiedzieć a zwłaszcza jeśli ma zostać ze mną Alice. Bardzo zżyłam się z nią i Rose, traktują mnie jak rodzoną siostrę. Emmet i Jasper także mnie bardzo polubili ( i nie jako dziewczynę tylko jako siostrę). A co do Edwarda, to nie wiem co o nim myśleć. Wydaje się unikać rozmów ze mną a w szkole przypomina mi o swoim istnieniu tylko kiedy Alice zaczyna temat chłopców. Najczęściej albo wydaje się jeszcze bardziej uważać na moje odpowiedzi albo totalnie się wyłącza. Tak, powinnam już chyba wstawać. Ubrałam się i zeszłam na dół.
- I jak się spało, An? –Alice podbiegła i obięła mnie ramieniem.
- Całkiem nieźle.
- Dzisiaj zostajesz z Edwardem, Bo ja z Rose jedziemy do Mediolanu a chłopcy standardowo w góry. – Super teraz będą wymuszać na nim pilnowanie mnie. Nie odpowiedziałam tylko spojrzałam na chłopaka. On posłał mi swój szelmenowski uśmieszek. Odwzajemniłam go delikatnym uniesieniem warg. A może nie miało być tak źle? Może miał zacząć mnie ‘tolerować’? W każdym razie zjadłam śniadanie i poszłam do siebie. Po jakiejś godzinie wyjechali. Skoro mają wrócić dopiero w niedzielę wieczorem to mam dwa dni na siedzenie w domu. Od przyjazdu tutaj ani razu nie śpiewałam. Skoro jest ze mną tylko Edward to może jak gdzieś wyjdzie będę mogła sobie ponucić. No bo on raczej nie będzie tak jak Alice chodzić za mną jak cień i męczyć mnie ubraniami. Piętnaście minut po ich odjeździe zeszłam na dół, gdzie zastałam Edwarda siedzącego przed telewizorem. Kiedy tylko zeszłam na dół natychmiast podniósł się z miejsca i zlustrował mnie wzrokiem.
- Wychodzisz? – Taki miałam zamiar więc założyłam bezrękawnik i adidasy.
- Tak. – odpowiedziałam krótko i skierowałam się w stronę drzwi.
- Mogę wiedzieć do kąd? – To chyba nie jego sprawa! No ale poddaję się.
- Do lasu ,- widząc że cały zesztywniał dodałam w pośpiechu – na spacer.
- Rozluźnił się trochę i odpowiedział ściszonym głosem.
- Uważaj na siebie i nie chodź zbyt długo. – zrobił przy tym tak zatroskaną minę że nie sposób było mu nie ulec.
- Będę za godzinę, góra dwie. – Odpowiedziałam wychodząc na zewnątrz. Dzisiaj pomimo braku słońca było dość ciepło. Postanowiłam pochodzić trochę i porozmyślać. Kiedy tak spacerowałam natknęłam się na coś znajomego. Przede mną Było to miejsce z moich snów. Zignorowałam podpowiedzi zdrowego rozsądku mówiące mi abym tam nie szła i zbliżyłam się do znajomego miejsca. Nagle uderzyła mnie dziwna fala i znów usłyszałam ten głos.
- To jest twoim przeznaczeniem, ty jesteś wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju, jeśli tylko chcesz, możesz wszystko…- Kim jesteś?
- Jeśli tylko chcesz to możesz wszystko, to już niedługo… - Głos ucichł a ja byłam całkiem zdezorientowana. Czy ja zwariowałam? Chyba tak, o co chodzi z tym ‘możesz wszystko’?
Nurtujące pytania nie dawały mi spokoju, więc postanowiłam wrócić do domu. W domu nikogo nie zastałam, ale na stole leżała karteczka zaadresowana do ‘ Anne Cullen’.
Wyszedłem do sklepu, wrócę na 15.
Edward
Spojrzałam na zegarek, była 13,40 więc miałam jeszcze półtorej godziny. Mogę więc wreszcie trochę pośpiewać, no w końcu tutaj i tak nikt mnie nie usłyszy. Poszłam do pokoju i przelałam swoje uczucia na kartkę papieru. Do gotowego utworu zapisałam moje uczucia w słowach i wraz z gotową piosenką zeszłam na dół. Chyba nikt się nie obrazi jeśli zagram sobie na fortepianie na dole? Raczej nie. Z tym przekonaniem usiadłam przed instrumentem i zaczęłam grać.

( z punktu widzenia Edwarda)

Jest już w pół do, chyba mogę wrócić przed czasem? Powinienem sprawdzić czy An już wróciła. Podjeżdżając pod Dom usłyszałem delikatne dźwięki fortepianu i . .. i jej głos płynący wraz z melodią. ‘Ma najpiękniejszy głos pod słońcem’ pomyślałem. Zakradłem się po cichu i nasłuchiwałem jej z wnętrza domu. Nie mogłem się opanować, ten głos tak na mnie działał… wraz z przypływem emocji podszedłem bliżej i bezszelestnie stanąłem tuż za nią. Na szczęście nie przerwała utworu. Najwyraźniej mnie nie słyszała. Kiedy skończyła śpiewać a jej utwór dobiegł końca pochyliłem się nad nią i delikatne muskając jej ucho wargami powiedziałem.
- Masz najpiękniejszy głos na świecie.

( z punktu widzenia Anne)

Przerażona W błyskawicznym tempie podniosłam się z miejsca. „Jak ja to zrobiłam?”
- Przepraszam – dopiero po chwili zdałam sobie sprawę że przede mną stoi Edward.
- Nie nic się nie stało, ja… ty mnie tylko zaskoczyłeś.
- Przepraszam, nie chciałem. Ale jak ty to zrobiłaś?
- Co?
- Wstałaś tak szybko i stanęłaś do mnie przodem?
- Ja nie mam pojęcia. – Powiedziawszy to udałam się do swojego pokoju.
.......................................................................
Podobało się? Prosiłabym aby każdy kto przeczyta zostawił swoją opinię w komentarzach.

wtorek, 14 kwietnia 2009

(8) Szkoła

Nowy rozdział! miłego czytania!

.........................................................
Dzisiaj jest poniedziałek. Pierwszy dzień w nowej szkole. Ciekawe jak to będzie? Niedziela upłynęła mi na rozmowach z Alice i Rosaline. Edward nie zamienił ze mną ani słowa poza uprzejmościami takimi jak ‘ dzień dobry Anne’ ‘proszę Anne’ czy ‘ miłych snów Anne. Na dodatek uśmiechał się przy wymawianiu mojego imienia w taki sposób że nogi się pode mną uginały. Ale wracając do teraźniejszości, Alice chyba zwariowała!(oczywiście jeżeli to wyłącznie jej sprawka, ale z ciuchów które mi wybrała nie wygląda na to aby Rosaline mieszała w tym palce) Naszykowała mi pełny zestaw do szkoły. Składał się z czarnych rurek, niebieskiej bluzeczki, zielonej tuniki i żółtych szpileczek. Normalnie zignorowałabym ten komplecik, ale ten chochlik chyba to przewidział bo zamkną mi szafę na kluczyk! Zrezygnowana założyłam komplet i zeszłam do kuchni. Śniadanie leżało już przygotowane, ale nikogo poza mną nie było w kuchni. ‘ Może leszcze śpią?’ Pomyślałam ale z rozmyślań wyrwała mnie Alice.
- I jak ci się podoba twój nowy komplet?- Miałam ochotę wykrzyczeć jej w twarz kilka nieprzyjemnych zdań, ale opanowałam się i odpowiedziałam w miarę spokojnie.
- Alice, co miała znaczyć moja szafa zamknięta na kluczyk i po co ten cały cyrk? Nie mogłaś mi po prostu zaproponować założenia tych ciuchów? Musiałaś nie pozostawić mi wyboru?
- Gdybym dała ci wybór założyłabyś coś nieodpowiedniego, a gdybym ci tylko zaproponowała ten strój odmówiłabyś mi. – Miała absolutną rację. Ale błagam, wystarczy mi że chłopcy uganiają się za mną kiedy mam na sobie stare spodnie i zniszczony T-schirt , a ubrania od słynnych projektantów i seksowne szpilki nie ułatwią mi zadania.
- To i tak nie upoważnia cię do wybierania mi ciuchów.
-Ależ upoważnia i to w 100%. Musisz bowiem zrobić dobre wrażenie na chłopakach. – Nie wiem dlaczego, ale na te słowa Edward wzdrygnął się delikatnie. Tak, Edward bo wiem teraz naszej kłótni przysłuchiwało się już całe moje ‘ rodzeństwo’.
- Uwierz mi, i bez tego nie miała bym problemów. A przez ciebie nie dość że będą się głupawo przymilać to jeszcze od pierwszego dnia zaczną się mnie pytać ‘ czy gdzieś z nimi nie wyjdę’. Alice, przez ciebie nie dadzą mi żyć!
- A może któryś z nich ci się spodoba?
- Tak, jasne Alice. A wierz chyba mam już nawet na kim robić to dobre wrażenie. Mike Newton, mówi ci to coś? – Edward zarechotał.
- Z czego się tak śmiejesz?! – Alice wyglądała na zainteresowaną.
- ‘chłopak robił sobie złudne nadzieje’ ‘Chyba myślał, że się z nim umówię, a tak się niestanie. Chłopak nie jest w moim typie’ , tak wypowiedziała się Anne wczoraj o Newtonie, po ty jak się do niej przymilał w sklepie. – Alice nie odpowiedziała, ale wydaje mi się że załapała o co mu chodziło. Z rogu słychać było tylko rechot Emmeta. No tak, temu to zawsze jest do śmiechu a ja dzięki kochanej Alice będę jeszcze większą atrakcją tego dnia. Po pięciu minutach głuchej ciszy skończyłam śniadanie i wszyscy poszliśmy do garażu.
- Anne, jedziesz ze mną i Jasperem? – Alice.
- Jedź z nami.- Rosaline wskazała na siebie i Emmeta. Nie wiedziałam co powiedzieć, ale na szczęście uratował mnie Edward.
- Anne obiecała i, że pierwszego dnia mogę ją odwieść do szkoły. – Całe szczęści, że tak to rozegrał. Gdyby nie to musiała bym wybierać pomiędzy najlepszymi przyjaciółkami a tego nie chciałam.
- Tak, obiecałam.- I wsiedliśmy do aut.
- Nie przypominam sobie, abym obiecywała ci coś podobnego. – odparłam kiedy byliśmy już w drodze.
- Daj spokój, jak myślisz, jak zareagowała by Alice gdybyś z nią nie pojechała w takiej sytuacji? O reakcji Rosaline już lepiej nie mówić. – Miał absolutną rację, ale przecież nie musiał tego robić – A poza tym, to ty potwierdziłaś moje słowa.
- Dzięki, chyba ustalę sobie z nimi z kim jeżdżę w jaki dzień.
- Tak to dość rozsądne, ale wątpię żeby umiały się pogodzić z tym że ta druga zawiozła cię do szkoły pierwszego dnia. – I znowu miał rację, one pokłóciły by się od razu.
Podjeżdżaliśmy już pod szkołę.
- Pokazać ci drogę do sekretariatu? – Uff, gdyby się nie zapytał musiałabym błądzić w poszukiwaniu tego pomieszczenia, znając moje szczęście z godzinę bo weszła bym do niego po uprzednim wtargnięciu do każdego z pokoi w tej szkole.
- Tak, dzięki.
- Do usług. – Och jaki on jest cudowny! Po drodze do sekretariatu nie odzywaliśmy się do siebie. Pod wejściem zostawił mnie samą. Nie jestem pewna, ale jego twarz wyrażała tak jakby smutek?
- Dzień Dobry, nazywam się Anne Cullen i…
- Oh, tak. Tutaj jest twój plan lekcji i dokumenty do podpisania dla nauczycieli. Proszę.
- Dziękuję, Dowidzenia.
-Dowidzenia. – Tak kobieta był aż zbyt uprzejma. Szłam już do klasy kiedy natknęłam się na Mika.. No nie!!!
- Cześć! Pamiętasz mnie? Wiesz wtedy w sklepie, nie przedstawiłem się. Jestem Mike Newton.
- Tak, Anne Cullen.
- Cullen…To dlatego byłaś z Edwardem..- o co mu chodziło? I co on ma do Cullenów?!
- Co jest dziwnego w tym że byłam z Edwardem? – To pytanie od którego wypowiedzenia nie mogłam się powstrzymać.
- Jesteś jego dziewczyną? – Tak, bardzo bym chciała nią być…. Ale zaraz skąd taki wniosek?
- NIE! Skąd ci to przyszło do głowy? – czy aż tak bardzo było widoczne to co do niego czuję… Nie to niemożliwe!
- Tak tylko pomyślałem. No wiesz Alice jest z Jasperem, Rosaline z Emmetem więc… - boże! Co on sobie myśli?! Już miałam mu powiedzieć co myślę o jego toku myślenia gdy nagle ktoś wbił się w naszą rozmowę.
- Cześć Mike! – Jakaś dziewczyna – Oh, cześć jestem Jessica Stanley a ty to…
- Anne Cullen. Cześć.
- I jak ci się tu podoba? – Jessica wydawała się być nader uprzejma.
- Tu jest tak…
- Strasznie pochmurno i mokro? – Weszła mi w słowo.
- Nie to chciałam powiedzieć. Raczej Tajemniczo i … zielono.- Na moje drugie spostrzeżenie oboje wybuchli cichym śmiechem.
- Gdzie masz lekcje? – Jessica zmieniła temat.
- Czekaj niech spojrzę. – Zajrzałam na plan- Angielski w 4.
- Oh, ja też, idziemy?
- Tak jasne.- Nawet się cieszyłam, że pójdę tam w towarzystwie dziewczyny. Bowiem wszyscy chłopcy lustrowali mnie wzrokiem pełnym zauroczenia i pożądania. Przeklęta Alice!!! Jessica cały czas coś tam paplała o okolicy i ludziach w szkole ale mało co ją słuchałam. Weszłyśmy do klasy.
- Tak słuchaj ja już siedzę z Lauren ale miejsce koło Angeli jest wolne. – Angela okazała się miłą osobą, i na moje szczęście nie była tak rozgadana jak Jessica. Kolejnych lekcji nie miałam w towarzystwie mojego rodzeństwa i przez to cały czas musiałam siedzieć w ławkach z nowymi ‘ znajomymi’. Na kolejnych przerwach zagadało mnie z dziesięciu chłopców ( co drugie słowo jąkali się jak małe dzieci). Poznałam m.in. Erica, Toma, Joego, Zaca i paru innych których imion nie tyle nie zapamiętałam co nie zrozumiałam z ich wypowiedzi. Nareszcie Lunch. Z brzegu stołówki machała do mnie Alice i Rose. Wzięłam tacę i podeszłam do ich stolika.
- I jak, poznałaś kogoś?
- Nie wie co przez to rozumiesz. – chciałam się z nią trochę podroczyć. W końcu dobrze wiedziałam o co jej chodzi.
- No czy wpadł ci w oko jakiś chłopak?!
- Wiesz Alice raczej nie gustuję w jąkałach. – Emmet wybuchł śmiechem
- Aż tak źle?
- Przy niektórych było gorzej. Wiesz nie mogłam znaleźć Sali od Fizyki więc podeszłam do takiego chłopaka i zapytałam gdzie jest. – Specjalnie nie dokończyłam.
- I co zrobił?!
- Tak właściwie to nic. Otworzył usta i i po prostu się gapił! – Naprawdę, w Phoenix zdażali się tacy co nie potrafili panować nad sobą w mojej obecności, no ale nie przesadzajmy! Emmet ponownie się zaśmiał. Do końca lunchu opowiadałam im o tym co się działo na lekcjach. Przerwa zaczynała lunch.
- Co masz teraz? – teraz odezwał się Edward.
- Biologię. – odpowiedziałam odruchowo spoglądając na plan.
- Ja też, mogę ci towarzyszyć? – i on się jeszcze pyta?!
- Pewnie, chodźmy. – i poszliśmy do klasy. Okazało się że jedyne wolne miejsce jest obok Edwarda. Swietnie! Pomyślałam, jeszcze tego mi brakuje żeby siedział ze mną w jednej ławce.

( z punktu widzenia Edwarda)


Byłem wręcz wdzięczny panu Bannerowi że wskazał Anne miejsce obok mnie. Przez całą lekcję jedyne o czym rozmawialiśmy to zadanie nad którym pracowaliśmy. Ann nie miała żadnych problemów, musiała być więc bardzo mądra. Ja oczywiście tak że nie miałem problemów z zadaniem ale co mi się dziwić skoro od dziewięćdziesięciu lat chodzę do szkoły i mam już za sobą Harward. Jako że biologia była ostatnią lekcją udaliśmy się z Anne do samochodu.
- I co powiesz o naszej szkole? – bardziej interesowało mnie czy czasami jednak nie spodobał jej się któryś z tych chłopców. Tak, kiedy wspomniała ich wszystkich poczułem ogromną chęć rzucania nimi o ściany a już najbardziej Mikem ( chociaż w sumie kiedy wspomniała że podejrzewał iż ona jest moją dziewczyną poczułem przypływ niesamowitej satysfakcji, jednak kiedy wyśmiała jego teorię wróciłem na ziemię. Przecież ona nie może być moją dziewczyną! ).
- Gdyby nie ci natrętni uczniowie mogłabym powiedzieć że nawet mi się podoba. – Spodobało mi się określenie natrętni. Bez słowa ruszyliśmy w kierunku domu.
..................................................
Kolejny nie pojawi się najprawdopodobniej przed piątkiem. Czekam na opinię w komentarzach ! :))

Edward&Anne Story

Anne Cullen(Anne Masen) jest główną bohaterką mojego bloga. Jest wyjątkowa....A szczegółów dowiecie się z opowiadania. Miłego czytania:))